O MNIE


Kim jestem? Może zacznę od samego początku. Mam na imię Mariusz. Urodziłem się 30 kwietnia 1979 roku w Sosnowcu. Właściwie od samego początku fascynowała mnie magia otaczającej nas techniki. Początki zabaw z „prądem” były dość skromne. Wszystko oczywiście zaczęło się od konstruktywnej destrukcji zabawek na baterie. Do tej pory pamiętam pomarańczową płaską baterię marki Centra i „smak prądu” po zwarciu jej elektrod językiem ;). Z czasem mój dorobek naukowy, po unicestwieniu kilku urządzeń elektrycznych, powiększył się o dwa wynalazki: świecę dymną ze starego adapteru taty i spawarkę elektryczną. Niestety schematów obu urządzeń nie przedstawię na stronie, ponieważ oba wynalazki należą do kategorii: „dzieci, nie próbujcie tego robić w domu!” ;). W wakacje pod koniec lat osiemdziesiątych miałem okazję pobawić się u kolegi cudem techniki, którym był ZX Spectrum. W czasach, kiedy szczytem marzeń był telewizor kolorowy, a po mikser trzeba było zapisywać się w kolejkach, ośmiobitowy komputerek sprowadzony „z zachodu” robił piorunujące wrażenie. I tak zaczęła się moja przygoda z programowaniem. Zamiast bawić się z kolegami w Indian, zacząłem przepisywać programy z dość pokaźnej książki. Możliwości BASIC‑a tego komputerka były niesamowite i dawały naprawdę bardzo dużo możliwości. Ech, widoku rysowanej pajęczyny i tarczy zegara nie zapomniałem do dziś. Szczerze mówiąc, miałem sporo czasu na obserwowanie telewizora, bo samo rysowanie trwało i trwało… ;) W każdym razie bawiłem się przy tym świetnie!

Na początku lat dziewięćdziesiątych do Polski dotarły mikrokomputery Commodore 64. To był mój pierwszy komputer. Co prawda możliwości BASIC‑a były skromniejsze od tych z ZX Spectrum, ale i tak nie było źle. Magiczne słowa PEEK i POKE wraz z „duszkami” potrafiły naprawdę sporo wycisnąć z ośmiobitowego mikroprocesora. Pod koniec szkoły podstawowej w moim domu pojawił się pierwszy PC z procesorem 386DX. Wraz z nim język programowania Turbo Pascal i świetna książka „Turbo Pascal 5.5” Andrzeja Marciniaka. Dzięki nim nabrałem praktyki efektywnego programowania, co w przyszłości pozwoliło mi bez problemu poznawać inne języki wysokiego poziomu, w tym C++, który bardzo cenię za przejrzystość kodu i swobodę dostępu do pamięci. W programowaniu mikrokontrolerów język ten jest nieoceniony, ale to wynika też z faktu, że jądro tych mikrokontrolerów było projektowane właśnie pod ten konkretny język programowania.

Po szkole podstawowej trafiłem do Zespołu Szkół Elektronicznych w Sosnowcu, a konkretnie do Liceum Zawodowego nr 3. Tu zaczęła się moja przygoda z elektroniką. Co prawda ograniczała się ona głównie do montowania gotowych zestawów z książkowej teorii, ale od czegoś trzeba było zacząć. W każdym razie lutownica nie była mi obca. Szkoła ta miała (i pewnie nadal ma) jedną bardzo dużą zaletę, a mianowicie bardzo dobrze wyposażone warsztaty. Oprócz tokarek, lutownic i masy kabli były też zajęcia z programowania sterowników przemysłowych. Świetna sprawa! „Drabinki” zresztą przydały mi się też na studiach, bo na podobnych sterownikach mieliśmy laboratoria.

Po liceum przyszła pora na Policealne Studium Zawodowe nr 4, które mieściło się także w Zespole Szkół Elektronicznych. Przez prawie dwa lata oprócz nauki zajmowałem się serwisowaniem sprzętu w ośrodku komputerowym. Dbałem o prawidłowe funkcjonowanie sieci oraz stanowisk komputerowych w ośrodku i pomieszczeniach biurowych szkoły. Przy okazji miałem możliwość pobawić się też kawałkiem historii przy inwentaryzacji sprzętu w magazynie, który już przeszedł na zasłużoną emeryturę. Były tam między innymi takie perełki jak Macintosh Classic wyprodukowany w 1990 roku.

Dwa lata w studium szybko minęły. Po nich złożyłem dokumenty na Politechnikę Śląską w Gliwicach na kierunek informatyka w systemie wieczorowym. Początkowo były to studia czteroletnie inżynierskie, ale była możliwość po czwartym roku kontynuowania nauki na studiach uzupełniających magisterskich, które trwały kolejne dwa lata. W sumie na Politechnice spędziłem sześć lat mojego życia i muszę przyznać, że drugi raz też złożyłbym tam dokumenty. Pamiętam, że w pierwszym semestrze było nas około 180 osób, niestety z tego składu razem ze mną ukończyło studia magisterskie może 10–15 osób. Część osób zakończyła naukę z tytułem inżyniera rok wcześniej, ale też nie było ich wielu. Wbrew pozorom studia nie były ciężkie, jeśli oczywiście ktoś interesował się na poważnie informatyką. Elektronika też przydała mi się wielokrotnie. Polecam tę uczelnię z czystym sumieniem, jeśli ktoś wybiera się na studia w tym kierunku. Studia zakończyłem obroną pracy magisterskiej, którą bardzo skromnie opisałem w dziale „Elektronika”.

Przez okres studiów pomagałem bratu jako administrator rozkręcającej się firmy internetowej. W tamtych czasach kolejkowanie pakietów nie było tak proste jak obecnie. Łącza dostępne dla małego dostawcy internetu były mocno ograniczone, ale jakoś daliśmy radę przez te lata utrzymać się na fali :). Firma rozwinęła się, a ja po studiach poszedłem własną drogą.

Co aktualnie robię? Od kilku lat pracuję jako programista C++ w jednej z firm zajmującej się między innymi oprogramowaniem dla hurtowni farmaceutycznych. To właściwie wszystko w bardzo dużym skrócie.

Pozdrawiam
Mariusz Woźniak